Aktualności

Policja? Proszę mi pomóc, z pralki leje się woda...

Data publikacji 24.03.2010

"Co zrobić, żeby ogórki nie zmarzły podczas nadchodzących chłodów? Jak doładować telefon komórkowy? Czy prawo pozwala spacerować z kozą?" To tylko kilka nietypowych problemów, z jakimi zwracają się do Policji mieszkańcy Podkarpacia. Codziennie dyżurni z podkarpackich komend odbierają kilkaset telefonów, w tym także te osobliwe.

"Co zrobić, żeby ogórki nie zmarzły podczas nadchodzących chłodów? Jak doładować telefon komórkowy? Czy prawo pozwala spacerować z kozą?" To tylko kilka nietypowych problemów, z jakimi zwracają się do Policji mieszkańcy Podkarpacia. Codziennie dyżurni z podkarpackich komend odbierają kilkaset telefonów, w tym także te osobliwe.

Każdego dnia policjanci dyżurujący przy telefonach alarmowych 997 na terenie naszego województwa odbierają blisko tysiąc telefonów. Kilkaset z nich to prośba o pomoc. Funkcjonariusze Policji łagodzą rodzinne awantury, przywracają porządek, reagują, gdy łamane jest prawo. Niektórzy rozmówcy oczekują od Policji nietypowej pomocy czy rady. W pamięci dyżurnych zapadło wiele takich rozmów, oto kilka z nich:
 

  • Mieszkaniec powiatu sanockiego poprosił o interwencję dzielnicowego. Twierdził, że w miejscowym sklepie spożywczym sprzedawca ma nieszczelną gablotę na pieczywo. To sprawia, że chleb szybko czerstwieje. Poprosił o zwrócenie uwagi i zmobilizowanie właściciela do wymiany gabloty.
     
  • Inny człowiek zaniepokoił się widokiem sąsiada spacerującego po okolicy. Zwrócił się więc z pytaniem do dyżurnego Policji, czy prawo pozwala na to, by chodzić na spacery z kozą, zwłaszcza, że ta "merda" ogonem jak pies?
     
  • Mieszkaniec jednej z podkarpackich wsi opowiadał dyżurnemu, że korzysta z ofiarowanych mu przez pomoc społeczną produktów. Z żalem stwierdził, że dostaje kasze, mąkę, cukier, a chciałby do tego jeszcze konserwy. Czy Policja mogłaby mu jakoś pomóc?

 

Policjanci cieszą się niemałym zaufaniem społeczeństwa. Przykładem może byc historia z Sanoka. Mieszkaniec tego miasta zgłosił, że z gniazda znajdującego się na drzewie wypadła sowa. Sanoczanin widział z okna, że ptak się nie rusza. Twierdził, że boi się podejść, a poza tym nie potrafi udzielić jej pierwszej pomocy. Poprosił, aby skierować na miejsce policjantów, którzy są przeszkoleni i będą wiedzieli co zrobić.

To nie jedyna historia, której bohaterami były zwierzęta. Stalowowolscy policjanci przyjęli zgłoszenie, że po jednej z posesji chodzi dzikie zwierzę. Nie kryli zdziwienia, gdy ujrzeli błąkającego się bobra. Zwierzak w "policyjnej  eskorcie" został przewieziony nad rzekę San. Natomiast w styczniu dyżurny jednej z komend powiatowych skierował patrol do jednego z domostw. Właściciel wezwał pomoc, gdy lis wszedł do kotłowni i nie chciał z niej  wyjść. W mieszkaniu było już bardzo zimno, bo nikt z domowników nie chciał pójść napalić w piecu.

Czasem pomoc Policji w takich niespotykanych sprawach jest niezastąpiona. Mieszkanka Brzózy Królewskiej zażądała interwencji Policji, gdy z nowo zakupionej pralki wylewała się woda. Prosiła, aby policjant był świadkiem w sprawie odszkodowawczej. Rozwiązanie problemu było banalnie proste, wystarczyło włożyć wąż do wanny...

 

Powrót na górę strony